Szli za prefektem krętą ścieżką prowadzącą w górę. Natalie niosąc ciężką walizkę oglądała otaczającą ich przyrodę. Ogromne drzewa z rozłożystymi gałęziami miały liście o niespotykanej zielonej barwie. Dziewczyna idąc czuła słodki zapach kwiatów, co było dla niej nowością, ponieważ całe życie spędziła w mieście, w którym prawie w ogóle nie było roślin.
Z daleka widziała już duży mur, kiedy przeszli przez bramę James kazał się zatrzymać.
- Po lewej stronie jest wasz Dormitorium, natomiast po drugiej stronie jest klasy nocnej – tłumaczył.- Na wprost o tutaj stoi akademik i w nim macie zajęcia.
- A gdzie jest gabinet dyrektora? – spytał się Hennry.
James spojrzał na nią i rzekł miłym głosem. – Oczywiście , że w Akademiku.
Wtedy rozbrzmiały cichy śmiech.
- Dobra to idziemy dalej, już nie daleko. A i jeszcze jedno nie można wychodzić o zmroku poza Dormitorium, chyba że macie pozwolenie od nauczycieli.
Natalie podniosła swój bagaż.
- Natalie zabierz to ze sobą.
-Tato, co ty?
-Idę porozmawiać z dyrektorem.
-Ale.. – próbowała coś powiedzieć, ale Henrry już był zbyt daleko żeby usłyszeć.
Spojrzała za siebie jej grupa zostawiła ją daleko w tyle. Została sama. Natalie wzięła torbę, właściwie ją ciągnęła.
Wtedy zobaczyła, że z akademika ktoś wraca. W mundurku, to z pewnością perfekt , teraz tylko oni nosili mundurki.
Kiedy był dostatecznie blisko niej, usłyszała nieprzyjemny głoś
- CO ty tutaj robisz?! – syknął perfekt.
Natalie patrzyła na niego z przerażona miną i ze zdziwionymi oczami.
- Jak śmiesz tutaj wracać! Znowu ...
- Cześć Marco!
Wtedy pojawili się inni uczniowie bez przewodnika. Starsza klasa.
- Czemu tak wrzeszczysz. – rzekł jeden.
- Co za „miłe” powitanie – powiedział drugi.
Kiedy spojrzeli na jej twarz znieruchomieli.
- Minori...
W ten usłyszała między nimi szepty.
- Czego tu szukasz? – krzyknął Marco.
- Ale ja nie wiem o czym mówicie.. – próbowała tłumaczyć. – Musieliście mnie z kimś pomyli...
- Wynocha, wynocha! Bo...
Wtedy wyciągnął z kieszeni kurtki srebrny pistolet..
Natalie była przerażona kiedy w nią celował. Trzęsła się.
- Marco uspokój się!.
Przybiegł James i złapał za ramię.
- To nie ona.
Natalie nie słuchała co mówili, jedynie co słyszała to bicie swego serca. Osunęła się na ziemię a z oczu popłynęły łzy.
-Marco, To nie ONA – powtórzył.
Wbił w nią na długo wzrok, po czym schował broń i poszedł w swoją stronę.
- Wszystko w porządku? – spytał się James Natalie.
Nie opowiedziała.
James pomógł jej wstać.
- Zabierzcie walizki.
Rzekł do uczniów. Z niechęcią, ale posłuchali go udając się do akademika.
Pierwsze co zrobił James, to zaprowadził Natalie do pielęgniarki, aby dała jej coś na uspokojenie.
W ostatni dzień sierpnia słońce świeciło bardzo jasno i intensywnie jak przez całe wakacje. Granatowym samochodem jechały dwie osoby. Za kierownicą siedział dość tęgi mężczyzna w średnim wieku, z krótką brązową brodą w której zaczęły od niedawna pojawiać się oznaki siwizny. Miał na sobie eleganckie ubranie, na lewej ręce widniał złoty zegarek.
Z tyłu znajdowała się jego córka, która wolała to miejsce. Była to szesnastoletnia dziewczyna z rozpuszczonymi, brunatnymi włosami do ramion i dużymi, karminowymi oczami. Smutnym wzrokiem wyglądała przez szybę, tęskniąc za swym domem.
Pomimo upału miała na sobie cienką beżową bluzkę z długim rękawem, do tego jeans’y.
-Natalie. – przerwał milczenie ojciec Henry. - Niedługo będziemy na miejscu.
Dziewczyna tylko westchnęła.
Jechali już sześć godzin, czuła się zmęczona podróżą. Na początku radość jej nie opuszczała, tak rzadko widzi ojca w końcu mogła z nim porozmawiać. Sam zaproponował, że ją odwiezie, nie musiała jechać pociągiem. Jednak później kiedy ojciec zaczął mówić o swojej pracy oraz Marianie, która spodziewała się dziecka, Natalie zezłościła się.
Natalie rzekła, że ciągle mówi o wszystkim tylko nie o nich. Zaczęli się kłócić.
Kiedy skończyli żadne z nich nie zaczynało rozmowy.
Miała osiem lat, kiedy matka odeszła z tego świata. Mimo iż nie łączyły ich żadne więzy krwi, ponieważ ją adoptowali, stanowili rodzinę. Od tego czasu gdy pochowali ukochaną osobę w grobie, ojciec rzucił się w wir pracy, stale brał dodatkowe godziny., zaczął awansować. Po jakimś czasie poznał Marianę, ponownie się ożenił.
Natalie nie podobało się, że zajmuje miejsce mamy, ale pogodziła się z tym. Jednak Mariana nie zwracała uwagi na Natalie, nie zajmowała się nią, nie bawiła, nie pomagała w odrabianiu lekcji kiedy czegoś nie rozumiała. Nie traktowała jej jak własne dziecko.
Często się kłóciły.
Natalie czuła się strasznie samotna.
Tata dawał jej prezenty. Jednak brakowało jej jednego - miłości.
-Jesteśmy. – powiedział zadowolony, kiedy w oddali widać już było akademie.
Henry i Mariana wybrali jej tę szkołę, bo uważali, że tak będzie najlepiej, skoro w domu są wojny z byle powodu. Ojciec myślał, że to pomoże. Pragnął dla swej córki jak najlepiej. W ten sposób Mariana miała zapewniony spokój, którego teraz potrzebowała. Również to jego ukochana podpowiedziała mu ten pomysł, sama chodziła do szkoły z internatem, stała się samodzielną i rozsądną kobietą.
- I co powiesz ? – spytał Henry, kiedy wyszła z samochodu i rozejrzała się dookoła.
-Może być – przemówiła łagodnym głosem.
Nieopodal grupka osób wyciągała bagaże z samochodów i powozów. Natalie stała i spoglądała na uczniów, niektórzy przyciągali jej spojrzenie jak magnes, nawet dziewczęta. Z niewiadomego dla niej powodu chłopcy przykuwali jej uwagę, chociaż nigdy przedtem się nimi nie interesowała. W końcu się opamiętała, kiedy jeden z nich spojrzał w jej stronę, odwróciła się zarumieniona i otworzyła bagażnik. Wyciągnęła małą walizkę i podeszła do ojca., który podszedł do kogoś, aby zapytać o szkołę.
-To moja córka... – przedstawił ją ojciec nieznajomemu – Natalie Growth.
-Miło mi. – rzekła Natalie i próbowała się uśmiechnąć do młodzieńca w czarnym uniformie.
-Mi również, jestem James Farad. – wyciągał dłoń. – Jestem prefektem.
-Mógłbyś powiedzieć nam, gdzie mamy się teraz udać? – spytał Henry.
-A nocna klasa czy dzienna?
-Dzienna.
-To nie ma sprawy, jak tylko przyjdzie mój zmiennik. To was zaprowadzę.
Ojciec z Jamesem ucięli sobie pogawędkę.
Po paru minutach przyszedł inny prefekt, Natalie od razu rozpoznała po mundurku, jednak tego był biały.
James zwrócił się do wszystkich głośno;
-Wszyscy nowi z klasy dziennej proszeni są pójść za mną.